piątek, 11 kwietnia 2014

Siedmiolatka z kluczem na szyi

Siedmiotalatka z  dosłownie i w przenośni kluczem na szyi. Wiecie co mam na myśli.
Kiedyś to była norma i nic nadzwyczajnego.

Źródło

 
Rodzice wychodzili rano na siódmą czy szóstą do pracy. Budził mnie głośny dźwięk ruskiego budzika. W domu pusto. Na stole kuchennym rodzice zostawiali mi śniadanie. Przeważnie był to już lekko zeschnięty biały twarożek i kromki chleba.
Do szkoły miałam na przykład na 12- tą. Nie lubiłam być w domu sama do południa. Moim rytuałem było wyjście do  przyjaciółki, z którą notabene chodziłam do II b.

Przygotowywałyśmy budyń i kisiel z torebki. A, i raz udały nam się szyszki z ryżu preparowanego i krówek.
Potem do szkoły, około 15-20 minut spacerkiem.

Mama zapisała mnie też na angielski i na balet. W III b sama kupowałam sobie bilet w kiosku, wsiadałam do autobusu i jechałam te kilka przystanków do centrum miasta.

W IV b sama upiekłam szarlotkę. Była nierówna. Z jednej strony była wyższa,
z drugiej wyglądała jak zakalec; wina naszego, starego, gazowego piekarnika. To przecież nieistotne, bo smakowała wyśmienicie.

W IV klasie sama szyłam na maszynie ubranka dla lalek. Oczywiście, jak nikogo nie było w domu. Pościnałam wszystkie śliczne materiały mamy.

Przerobiłam w praktyce całą książeczkę (którą pożyczyła mi ciocia Basia) zatytułowaną coś w stylu "robótki na drutach od A do Z". Moją dumą była różowa opaska, która zrobiłam warkoczem.

A, od przedszkola ulubionym zajęciem były fikołki i inne akrobacje na trzepaku. Takim prawdziwym  stalowym, umocowanym na betonie, tuż obok śmietnika.

Mając 4 lata rodzice nauczyli mnie sznurować buty. Wtedy tylko sznurowane buty miałam. Nie pamiętam, żebym miała na rzepy.

Moja młodsza siostra, mając 5 lat wspinała się na drzewa. Jej ulubionym drzewem była płacząca wierzba na przeciwko bloku, która sięgała do około pierwszego piętra.

Chodziła też po dachach i płotach. Czasem znikała na dwie godziny z koleżankami z bloku.
Nikt nie panikował. Wiedzieliśmy, że gdzieś poszła i pewnie niebawem przyjdzie.

Piszę o tym wszystkim nie po to, żeby się przechwalać.

Porównuję rzeczywistość w mieście; jak to było kiedyś i jak jest teraz. Teraz, na przykład sporo rodziców wozi dzieci do szkoły. Też pewnie tak będę robić.
Zawozi do przedszkola, odwozi z przedszkola. Potem windą na piętro. Jak dziecko  siedmioletnie ma mieć wyobraźnię przestrzenną i nie zgubić w terenie?

Nie dramatyzuję. Wiem, że czasy się zmieniły. Jest więcej samochodów na drogach i czyhających zagrożeń. Media też mają w tym swój udział.

Staram  się być rodzicem, który daje dziecku więcej bezpiecznej swobody, ale nie wychodzi mi to. Hamuję się, ale wciąż wypowiadane są przeze mnie słowa przestrogi: nie rób tak bo się uderzysz, ostrożnie, nie tam, nie wolno, uważaj, bo wejdziesz w kupę, nie bierz do buzi piasku, bo brudny i pełno bakterii, a fe itd.

Zabraniam czasami nieświadomie poznawać dziecku świat. Nic na to nie poradzę, jestem nadopiekuńcza i wiem to. Wciąż nad tym pracuję.

Zobaczymy czy za dwa lata moja córka pojedzie sama do szkoły, no, może bez klucza na szyi.












sobota, 22 marca 2014

Kto słyszał o czarnuszce? Do mam dzieci astmatycznych i z AZS! I nie tylko.



O czarnuszce - nigella sativa krażą legendy.

Przeczytajcie ten post od A do Z.





Co to za roślina, że jest owiana taką sławą? 

No, może nie w Polsce, ale w świecie arabskim - tak!
Czarnuszka - roślina, o walorach której, my mieszkańcy Europy dowiedzieliśmy się od mieszkańców Egiptu. To właśnie oni zwykli byli mawiać, że jest w stanie wyleczyć wszystko prócz śmierci, a choć wspomniana deklaracja brzmiała co najmniej zaskakująco, sceptyczni Europejczycy przekonywali się, że tak jest.

A oto wybrane przez mnie 3 różne  wpisy w postaci komentarza do artykułu o czarnuszce na jednym z blogów:

krycha pisze:
czarna89 -podaję olej z czarnuszki swojemu wnukowi(11 lat) 2x dziennie łyżeczkę popija jak zwykły syrop -od 6 miesięcy nie bierze wziewnych leków, uspokoił się trzeci migdał ,jeżeli nawet łapie jakieś przeziębienie to obywa się bez antybiotyków,Objawy alergii w okresie pylenia 85% mniejsze.Wejdź na stronę Dr,Henryk Różański dowiesz się więcej o czarnuszce.Gdzieś czytałam że można napisać do dr,Różańskiego.

 krycha pisze:

http://rozanski.li lub wpisz w wyszukiwarce- nigella sativa – czarnuszka – Dr H. Różański


"AgaZ pisze:
 

Czarnuszką wyleczyłam sobie egzemę na dłoniach , miałam strasznie popękaną do krwi skórę, każdy kontakt z woda pogarszał tylko sytuacje. Czarnuszka leczyłam kaszel i ataki astmy synka i córci które juz teraz nie wracają.
Ukłony Wielkie za szerzenie naturalnych metod leczenia.
Dla mnie jesteś Wielka!
Dziękuje
Owocek Peps

 "

ewa ta co zawsze pisze:

Dorzucę swój grosik na temat czarnuszki . Wyleczyłam nią chore od sześciu lat zatoki czołowe. Mełłam czarnuszkę na proszek i jadłam 3 razy dziennie po jednej łyżeczce do herbaty. Leczenie trwało 2 miesiące Zatoki od dwóch lat nie dały znaku swego istnienia. Dodatkowy bonus to podleczona wątróbka.

Też czytałam wiele artykułów na temat cudownego wyleczenia chorej watrąby właśnie czarnuszką.

Obecnie istnieje 462 opublikowanych badań naukowych na temat skuteczności.
Przeprowadzono wiele badań na temat czarnuszki i jej właściwości antynowotworowych. 

W 1997 r. w zakładzie Badań nad Rakiem w Hilton Head Island, w Południowej Karolinie, zostało udowodnione, że czarnuszka posiada ogromne możliwości w uśmiercaniu komórek nowotworowych.


 Pochyla się nad nią zresztą nie tylko medycyna, ale również kosmetologia. Mówiąc o czarnuszce nie możemy nie docenić nie tylko togo, że ma działanie antybakteryjne i przeciwzapalne, ale również tego, że znakomicie sprawdza się jako środek wspomagający leczenie trądziku i atopowego zapalenia skóry.

I jest to świetna wiadomość dla mam, które mają dzieci z AZS!

Choć w starożytności i średniowieczu dominowało przekonanie, że czarnuszka jest dobra na wszystko, dziś jej stosowanie zaleca się w pierwszej kolejności alergikom i astmatykom. 
Ci pierwsi bardzo często zmagają się z obniżoną odpornością typową dla swojego organizmu, trudno więc dziwić się, że mają niemałe problemy z walką z kolejnymi objawami alergii.

Dowiedziono jednak, że czarnuszka siewna wpływa korzystnie na układ immunologiczny i sprawia, że organizm z większą łatwością eliminuje pierwsze objawy grypy i przeziębienia, ma więc więcej sił, które może zużyć do walki z uczuleniem. 

Również astmatycy powinni docenić to, że czarnuszka wzmacnia ich organizm, w ich przypadku jednak istotną rolę odgrywa jeszcze inna właściwość typowa dla tej rośliny. Czarnuszka ułatwia wykrztuszanie zalegającej wydzieliny i rozszerza oskrzela, kuracja z jej wykorzystaniem może więc przyczynić się do tego, że spowolniony zostanie rozwój choroby i spadnie intensywność jej ataków.

Tak alergikom, jak i astmatykom najlepiej przysłuży się napar z czarnuszki powstały z połączenia łyżki rozdrobnionych nasion, szklanki mleka lub wody oraz łyżki miodu, która z pewnością poprawi smak naparu.

A ja podaję córce, ok 3/4 łyżeczki oleju z czarnuszki, doraźnie (może powinnam systematycznie? codziennie?) przy jakiejkolwiek najmniejszej dolegliwości typu: ból brzuszka,  katar itd. Pomaga, łagodzi. 

Małym dzieciom do 1-2 roku życia podaje się maksymalnie 1/4 łyżeczki 2 x dziennie.

Przeczytałam w wielu publikacjach, że olejek czy napar bardzo dobrze pomagają przy kolkach, wzdęciach , a zwłaszcza problemach z wypróżnianiem się u dzieci.

W smaku olejek z czarnuszki jest niestety obrzydliwy,  ale ze starszym dzieckiem można się dogadać i wypije.

Olejek z czarnuszki nierafinowany szybko jełczeje, dlatego po otwarciu należy go przechowywać w lodówce. Najlepiej zaopatrzyć się w całe ziarna czarnuszki i mleć w razie potrzeby.

O optymalnym podawaniu czarnuszki w różnych jej postaciach można poczytać tutaj i na wielu innych stronach internetowych.




środa, 26 lutego 2014

Czy tańsze odpowiedniki leków są bezpieczne?

Źródło:Polki.pl
Dziś wiem, że na tzw.zamienniki/generyki lekarstw należy bardzo uważać, zwłaszcza lecząc nimi dzieci. Wszyscy wiedzą, że odpowiedniki oryginalnych lekarstw muszą zawierać tą samą substancję czynną, co oryginalny lek i być biorównoważne. Zanim taki lek zostanie przekazany do obrotu, musi przejść rygorystyczne procedury i normy UE. Producent musi wykazać w dokumentacji biorównoważność leku.

Z kolei substancje pomocnicze takiego leku już nie muszą być takie same. I tak, popularny antybiotyk dla dzieci i dla dorosłych Klabax powinien być odzwierciedleniem oryginalnej Clarytromycyny czyli Klacidu i wykazywać biorównoważność. Tak nie jest. Dlaczego?

Rozmawiałam z pediatrą moich dzieci. Przepisała ostatnio swojemu małemu pacjentowi Klabax (żeby było taniej), które nie raz przyjmowało Klacid i bardzo dobrze go tolerowało. Dziecko wróciło z mamą po 2 dniach, z objawami wymiotów, nie chciało jeść, pić itd. co tu dużo mówić.
Lekarka przepisała natychmiast Klacid. Wszystko wróciło do normy.

 Przeraziło mnie to. Moja córka raz miała Klacid, po którym nie miała kompletnie żadnych objawów ubocznych. Natomiast po Klabax prawie nic nie jadła i nie tylko to...
W internecie na forach roi się od przerażających opinii o leku Klabax.

Przeczytałam gdzieś, że generyki mogą wykazywać nie do końca idealną równoważność, albo może ona zostać wzmocniona lub osłabiona przez dodane substancje pomocnicze konserwujące antybiotyki/zamienniki. Nie wiemy. 

To dotyczy wszystkich innych lekarstw, zwłaszcza antyhistaminowych. Trzeba mieć oczy i uszy otwarte oraz swój rozum.

Rada od naszej pediatry: nie kupujcie zamienników bez konsultacji zaufanego lekarza, nawet jak miłe panie w aptece wam proponują; bo "będzie taniej". 
Kupujcie oryginalne leki. 
No, chyba, że macie pewność, że generyk oddziaływuje neutralnie na Was czy na Wasze dzieci i jest to "przetestowane". Albo inaczej; działa lepiej niż oryginalny lek.
Takie newsy chciałabym usłyszeć:)

wtorek, 25 lutego 2014

Gratka dla fana dinozaurów. Muzeum ewolucji PAN w Warszawie.

Maja jest ogromną fanką dinozaurów. Hubert nie jest, lub jeszcze nie jest.

Atlas dinozaurów został przeczytany kilkakrotnie, filmy w internecie, te bardziej przystępne dla dzieci o dinozaurach zostały obejrzane. Pora była na muzeum. Parki dinozaurów będą na pewno zaliczone w dalszej kolejności.

Muzeum mieści się w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Są tam eksponaty dinozaurów, ryb i gadów pre-historycznych, ogromna ilość gablot z pozostałościami skamielin, kości, makiet, opisów itp. 

Maję najbardziej interesowało, to co w gablotach: kawałek czaszki, kawał zęba dinozaura i opisy; nieważne, że część po łacinie. Kazała sobie wszystko dokładnie przeczytać.



Szkielet tyranozaura niespecjalnie zrobił na niej wrażenie, ale skamieliny w gablotach wręcz przeciwnie.




W muzeum spędziliśmy około godziny. Zapewne bylibyśmy trochę dłużej, gdyby   Hubert nie zarządził: idziemy!
Na sam koniec jeszcze tłumaczyłam Mai pokrewieństwa różnych zwierząt m.in. mamuta i słonia, że ciosy to kły, oraz ewolucję; poczynając od ryb do zwierząt.

Spotkaliśmy australopiteka Lucy, w związku z tym prześledziłyśmy etap ewolucji człowieka.

Oprócz tyranozaura był szkielet zauropoda. Maja, zobaczywszy to wykrzyknęła:
- O diplodok! 
  Pytam:
- A skąd wiesz, że to diplodok? 
- Bo ma długą szyję!

Wróżę jej karierę archeologa, geologa albo paleontologa:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Pink Transparent Star